Zobacz opis Zobacz opis sztuki: PIĘCIOKSIĄG IZAAKA
Kategoria BTL Nowa Dramaturgia
KATEGORIA WIEKOWA Dla młodzieży i dorosłych
CZAS TRWANIA 90 minut

PIĘCIOKSIĄG IZAAKA

OPIS

PIĘCIOKSIĄG IZAAKA

Opowieść o niezwykłym życiu żydowskiego krawca, Izaaka Jakuba Blumenfelda. Zazwyczaj żydowskiego – bo czasem polskiego, rosyjskiego, niemieckiego – w zależności od tego, gdzie akurat rzucił Go łaskawy Los. Los, który we wspomnianej wyżej łaskawości nie szczędził Mu całej gamy doświadczeń, jak dwie wojny światowe, trzy obozy koncentracyjne oraz niezliczona ilość przygód – niezwykłych, ciekawych, zabawnych, a czasem wprost przejmujących. 

Zabawna opowieść o nieprzewidywalności ludzkiego losu, w której – pod płaszczykiem żydowskiego humoru kryją się ponadczasowe, nie tylko żydowskie mądrości. 

Spektakl okraszony muzyką na żywo oraz wspaniałą scenografią Wiesława Jurkowskiego.

Zapraszamy! 

27 kwietnia 2013
Premiera Pięcioksięgu Izaaka
Zobacz
24 kwietnia 2013
Konferencja prasowa - Pięcioksiąg Izaaka
Zobacz

NAJBLIŻSZE POKAZY:

ZOBACZ WSZYSTKIE POKAZY

TWÓRCY

autor
Angel Wagenstein
przekład
Kamelia Mincheva-Gospodarek
adaptacja i reżyseria
Wojciech Kobrzyński
scenografia
Wiesław Jurkowski
asystent reżysera
Bernarda Bielenia

OBSADA

ZAPOWIEDZI PRASOWE

O miłości, przyjaźni i tolerancji

Anna Dycha, bialystokonline.pl, 25.04.2013

ROZWIŃ

Zabawna opowieść o nieprzewidywalności ludzkiego losu, w której – pod płaszczykiem żydowskiego humoru kryją się ponadczasowe, nie tylko żydowskie mądrości. Premiera spektaklu "Pięcioksiąg Izaaka" w reż. Wojciecha Kobrzyńskiego w najbliższą sobotę w Białostockim Teatrze Lalek.

Spektakl oparty jest na książce Angela Wagensteina, jednego z najbardziej znanych bułgarskich autorów. Opowiada o życiu Izaaka Jakuba Blumenfelda, który przeżył dwie wojny światowe, trzy obozy koncentracyjne i był obywatelem pięciu ojczyzn. Los nie szczędził mu całej gamy doświadczeń i niezliczonej ilości przygód – niezwykłych, ciekawych, zabawnych, a czasem wprost przejmujących.

Opowieść o człowieku

– Dwa lata temu zetknąłem się z tą książką i zacząłem nią "zarażać" innych – wspomina Wojciech Kobrzyński. – Jest napisana fantastycznym językiem, o rzeczach tragicznych mówi z dystansem i humorem. Szukałem aktora, który mógłby to opowiedzieć. Znalazłem – Zbigniew Litwińczuk jest stworzony do tej opowieści.
Reżyser dodaje, że historia ma trochę baśniowy charakter, składają się na nią losy wielu osób. Są jednak prawdopodobne. I podkreśla, że bez względu na narodowość głównego bohatera spektakl będzie przede wszystkim opowieścią o człowieku.

Śmiać się z własnej niedoli

Tragiczna w swej wymowie historia o zderzeniu jednostki z absurdami wielkiej historii została opowiedziana z subtelnym ironicznym dystansem i okraszona typowym żydowskim humorem, który dla bohaterów staje się jedynym sposobem, by oswoić wszechobecną śmierć i zniszczenie. Bułgarski autor stworzył bohatera, który odbiega od stereotypowego wizerunku Żyda – kocha życie, daje się mu nieść, potrafi się śmiać z własnej niedoli.

– Dziwię się, że nikt nie zrobił jeszcze z tej opowieści filmu – przyznał Jacek Malinowski, dyrektor BTL-u, podkreślając jednocześnie, że historia jest znakomitą podróżą przez historię.

Spektakl dodatkowo okraszony zostanie muzyką na żywo oraz wspaniałą scenografią Wiesława Jurkowskiego.

Na białostockiej premierze w sobotę o godz. 18 będzie gościł autor "Pięcioksięgu..." – Angel Wagenstein.

Pięcioksiąg Izaaka w Białostockim Teatrze Lalek

(ak), "Kurier Poranny", 24.04.2013

ROZWIŃ

Zespół Białostockiego Teatru Lalek przygotowuje opowieść o niezwykłym życiu żydowskiego krawca - Izaaka Jakuba Blumenfelda.

To sztuka o miłości, przyjaźni i tolerancji. Mówi o rzeczach tragicznych w sposób niezwykle zdystansowany i z humorem. To opowieść o człowieku, który u kresu swojego życia odsłania swoją pamięć - podkreśla Wojciech Kobrzyński, reżyser spektaklu "Pięcioksiąg Izaaka".

Historię Izaaka Jakuba Blumenfelda, na podstawie książki bułgarskiego autora Angela Wagensteina, zaprezentują aktorzy Białostockiego Teatru Lalek. W postać głównego bohatera wciela się Zbigniew Litwińczuk. Los nie szczędził mu doświadczeń i niewiarygodnych, ciekawych, zabawnych, a także przejmujących przygód.

Opowieść żydowskiego krawca uatrakcyjni muzyka Krzysztofa Dziermy oraz scenografia Wiesława Jurkowskiego. "Pięcioksiąg Izaaka" w Białymstoku będzie miał swoją światową teatralną prapremierę. W sobotę gościem specjalnym będzie autor powieści.

Pięcioksiąg Izaaka. Żyd ratuje się humorem i żartuje z obozu

Monika Żmijewska, "Gazeta Wyborcza", 25.04.2013

ROZWIŃ

Wyobraźcie sobie żydowskiego krawca, który spod Drohobycza trafia do niemieckiego obozu pracy, tam pije wódkę z komendantem, z jego żoną ląduje w łóżku, wyśpiewuje niemieckie piosenki... Koniec końców trafia nawet na biegun północny. Opowieść o niezwykłym żywocie Izaaka Jakuba Blumenfelda, który przeżył dwie wojny światowe, trzy obozy koncentracyjne i był obywatelem pięciu ojczyzn - już od czwartku (25.04) w Białostockim Teatrze Lalek

Najnowsza premiera BTL "Pięcioksiąg Izaaka" wzięła się z miłości byłego szefa teatru - Wojciecha Kobrzyńskiego - do książki Angela Wagensteina pod takim samym tytułem.

- Odkryłem ją dwa lata temu i natychmiast się w niej zakochałem. Fantastyczna jest opisana w niej historia, pełna nieprawdopodobnych zdarzeń, fantastyczny jest język i humor. Książka o rzeczach tragicznych opowiada w sposób zdystansowany. Bardzo chciałem stworzyć spektakl o Izaaku. Teatr się zgodził, Zbigniew Litwińczuk, który do tej roli jest stworzony - też, a już zupełnie wspaniałe jest to, że na sobotnią premierę do teatru przyjedzie autor, Angel Wagenstein - mówi Wojciech Kobrzyński, reżyser spektaklu.

Pewien krawiec i jego ojczyzny

Wagenstein to wybitny bułgarski pisarz i scenarzysta filmowy pochodzenia żydowskiego, przed rokiem skończył 90 lat. Sam na szczęście tragicznego losu europejskich Żydów uniknął (rząd Bułgarii odmówił wydania Niemcom obywateli bułgarskich pochodzenia żydowskiego), ale i jego los obfitował w różne dramatyczne zwroty (w dzieciństwie z rodziną emigrował do Francji uciekając przed prześladowaniami lewicy, po powrocie do Bułgarii związał się z ruchem antyfaszystowskim, za drobny akt sabotażu został skazany na śmierć, przed egzekucją uratowało go wkroczenie Armii Radzieckiej).

W swojej książce głównym bohaterem uczynił jednak bynajmniej nie żydowskiego krawca z Bułgarii, a z małego miasteczka w Galicji, niedaleko Drohobycza. I, co ciekawe, jego losy opisał tak barwnie, jakby patrzył na to wszystko z perspektywy tego małego sztetla, a on sam znał polską historię. Pojawiają się daty dla niej ważne, główny bohater wskutek zamiany dokumentów nosi polskie nazwisko, a w niemieckim obozie pracy udaje Polaka. Życie Izaaka pełne jest prawdo - i nieprawdopodobnych zwrotów akcji, kaprysy historii zmieniają mu ojczyzny (sam Drohobycz przed I wojną światową był w Austro-Węgrzech, potem stał się Polską, potem wkroczyli doń Rosjanie, a potem Niemcy), a on sam przerzucany jest z obozu do obozu, przez okopy I wojny światowej, baraki Flossenburga aż po gułagi sowieckiej Kołymy.

- Miasteczko, z którego pochodzi Izaak, przypomina Anatewkę ze "Skrzypka na dachu". Jego losy są tak nieprawdopodobne, że aż baśniowe. Zapytałem Kamelię Minchevę-Gospodarek, autorkę przekładu książki na język polski, czy możliwe jest, by to wszystko przydarzyło się jednemu człowiekowi. Raczej nie. Ale już to, że na jedną całość złożyły się losy wielu ludzi - już wiarygodne jest - mówi Wojciech Kobrzyński.

Żyd żartuje z obozu

Reżyser podkreśla jednak, że choć główny bohater jest pochodzenia żydowskiego, to jednak spektakl jest nie tyle opowieścią o dramacie żydowskiego narodu, co opowieścią o człowieku. A dokładniej: - O miłości, przyjaźni i tolerancji, o nieprzewidywalności ludzkiego losu, z którym bohater, ratując się humorem, próbuje sobie jakoś radzić - mówi Kobrzyński. - To historia dość kontrowersyjna, bowiem bohater zdecydowanie odbiega od wizerunku umęczonego Żyda w czasach Holocaustu. Sam fakt, że w niemieckim obozie Żyd pije wódkę z jego komendantem, trafia do łóżka jego żony, wyśpiewuje niemieckie piosenki, a do tego sobie jeszcze żartuje sobie z obozu - odbiega dość od stereotypowego wizerunku czasów zagłady. Ciekawe jest też, że "Pięcioksiąg Izaaka" to część trylogii, o której dwóch pozostałych częściach krytycy piszą, ale o "Pięcioksięgu" jakoś milczą.

Bernarda Bielenia, asystentka reżysera: - To opowiadanie o tamtych dramatycznych czasach, ale poprowadzone w nieco inny sposób. "Pięcioksiąg" opowiada o człowieku, który traci swój kontekst kulturowy i religijny. Opowiada też o tym, jak można by skonstruować nasz świat, byśmy czuli się bezpieczni.

Jaki jest więc Izaak?

- Naiwny, trochę szwejkowski, życie go niesie. Gdyby szukać jakichś filmowych czy literackich odniesień, to do głowy przychodzi mi choćby "Życie jest piękne" Benigniego, czy "Bękarty wojny" Tarantino - mówi Kobrzyński.

Twórcy spektaklu, przygotowując wersję sceniczną książki, musieli mocno ją pociąć. - I pozbyć się wielu pysznych scen, szmoncesów, anegdot. Bardzo tego żałujemy, ale jesteśmy pewni, że kto zobaczy spektakl, od razu będzie chciał przeczytać książkę.

Spektakl na jednego aktora i pamięć

Spektakl ma formę opowieści o człowieku u kresu życia, który wraca wspomnieniami do młodości. To - jak mówi reżyser: "spektakl na jednego aktora i pamięć".

Jest więc w przedstawieniu przestrzeń realna, w której narrator coś opowiada, wtrąca to i owo, zwracając się do widzów, jest też przestrzeń pamięci, wydobywanej gdzieś z mroku. A że pamięć jest trochę zawoalowana, zasnuta mgiełką, to przekłada się to też na scenografię (sceny wydobywane z pamięci rozgrywane są w ciemnej niszy, postaci wydają się wychylać z mroku).

W każdym spektaklu usłyszeć będzie można muzykę graną na żywo (skomponowaną przez Krzysztofa Dziermę), autorem scenografii jest Wiesław Jurkowski, w spektaklu występują: Alicja Bach, Izabela Maria Wilczewska, Artur Dwulit, Mirosław Janczuk, Zbigniew Litwińczuk, Jan Mlejnek, Krzysztof Pilat, Paweł S. Szymański, Mateusz Smaczny.

GALERIA

RECENZJE

Pięcioksiąg obowiązkowy

Urszula Krutul, "Gazeta Współczesna", 29.04.2013

ROZWIŃ

Momentami zabawny, a chwilami wzruszający. "Pięcioksiqg Izaaka" to spektakl, który powinien zobaczy każdy, bez wyjątku.

Tak przejmującego spektaklu dawno w Białostockim Teatrze Lalek nie było. "Pięcioksiąg Izaaka" to powieść autorstwa Angela Wagensteina. W Białymstoku, na scenę przeniósł ją Wojciech Kobrzyński. I zrobił to iście po mistrzowsku.

"Pięcioksiąg..." opowiada o żywocie żydowskiego krawca Izaaka Jakuba Blumenfelda. Nie było ono nudne. Bohater przeżył dwie wojny światowe i trzy obozy koncentracyjne. Żeby tego było mało, był obywatelem aż pięciu ojczyzn!

Ekipie Białostockiego Teatru Lalek udało się uczynić tę przejmującą opowieść bardzo prawdziwą, realną i namacalną. A do tego zabawną. Momentami Izaak jawi się nam niczym dzielny wojak Szwejk, innym razem jako romantyczny kochanek czy w końcu doświadczony życiem starszy pan. Ale to przede wszystkim rzecz o nieprzewidywalności ludzkiego losu w której - pod płaszczykiem żydowskiego humoru - kryją się ponadczasowe mądrości. Takie, o których każdy z nas pamiętać powinien. Tytułowy "Pięcioksiąg..." mieści się w pięciu walizkach, w które główny bohater spakował całe swoje życie. I które otwiera przed Bogiem, prowadząc z nim przy tym wyjątkowo ciekawy monolog.

Twórcy zastosowali ciekawe rozwiązania scenograficzne autorstwa Wiesława Jurkowskiego, dzięki którym mamy teatr w teatrze i scenę na scenie. Na pierwszym planie, dobiegający już kresu swojego życia Izaak (świetny Zbigniew Litwińczuk), który jest swoistym narratorem i prowadzi nas przez pięć światów wydobytych z walizek. We wspomnieniach młody Izaak (bardzo obiecujący Mateusz Smaczny) i jego bliscy, przyjaciele, ukochana (Izabela Maria Wilczewska, Alicja Bach, Artur Dwulit, Mirosław Janczuk, Jan Mlejnek, Krzysztof Piłat, Paweł S. Szymański), którzy na lekkie wspomnienie narratora zaczynają ożywiać sceny ze starych zdjęć i zakurzonych dokumentów. Robią to wyjątkowo dobrze, ale to przy okazji aktorów BTL wcale nie dziwi. Czasem wydaje się, że to aktorzy, którzy potrafią zagrać wszystko. W spektaklu jest też wykorzystana muzyka na żywo (przygotowanie Krzysztof Dzierma), która wprowadza ciekawy nastrój i świetnie uzupełnia opowieść jawiącą nam się na scenie. Koniecznie trzeba zobaczyć!

Czy jakiś Żyd podczas wojny żył w obozie lepiej niż ja? Pięcioksiąg Izaaka

Monika Żmijewska, "Gazeta Wyborcza", 6.05.2013

ROZWIŃ

Przeżył dwie wojny, trzy obozy i był obywatelem pięciu ojczyzn. Brzmi dramatycznie, i takie też było. A jednak można historię żydowskiego krawca opowiedzieć bez zbędnej martyrologii, z humorem, nostalgicznie. Ba, można poczuć się tak, jakby przed oczami ożyły nam właśnie obrazy Chagalla. A za chwilę - jakbyśmy wpadli w sam środek szwejkowskiej historii. "Pięcioksiąg Izaaka" robi wrażenie.

"Pięcioksiąg Izaaka" robi wrażenie. Przede wszystkim dzięki plastycznym, przepięknym scenom, poezji ruchu, świetnym pomysłom scenograficznym (Wiesław Jurkowski). Teatralna adaptacja książki bułgarskiego pisarza Angela Wagensteina w Białostockim Teatrze Lalek (w reżyserii Wojciecha Kobrzyńskiego) jest wprost malowana dźwiękiem i obrazem, utkana z lirycznych scen. Rzadko kiedy w przedstawieniu aktorzy grają muzykę na żywo, tu tak jest, nasi lalkarze są utalentowani, co cieszy ucho bardzo (kompozycje Krzysztofa Dziermy). Do tego co jakiś czas na sylwetki aktorów nakładają się obrazy z rzutnika - kadry a to malarskie, a to filmowe. Oni sami grają za cienką ciemną siatką, jakby przesłoną - co przydaje spektaklowi metafizycznego klimatu - postaci zdają się jakby wychylać z mroku, za chwilę w nim znikać - co ma też swoje uzasadnienie w koncepcji przedstawienia.

Kilka w sumie prostych zabiegów, a jaki efekt!

Izaak, Guido, trochę Szwejk

Oto niewielka sala teatru zdaje się rozszerzać, przed oczami widzów rozwija się barwny film z życia pewnego Izaaka, a my wraz z nim znajdujemy się raz w miasteczku pod Drohobyczem, raz w okopach I wojny światowej, raz we Lwowie, raz w obozie pracy we Flossenburgu, raz gdzieś na stepach Mandżurii, wszędzie gdzie rzuci go los. Życie głównego bohatera to bowiem nieustanny splot wydarzeń, które mu funduje historia, wyczyniając różne wolty. Poszedł na wojnę jako Austro-Węgier, wrócił jako Polak. Potem rodzinny galicyjski Kołodziec przemianował się na radziecki, później niemiecki, a w międzyczasie jego naród - jak zdecydował wódz Trzeciej Rzeszy - stał się zbędny i do likwidacji. Zwroty w życiu Izaaka są dramatyczne, do tego rozłąka z rodziną, dla której los będzie mniej łaskawy. Ale nasz bohater się nie poddaje i - mając wskutek pomyłki dokumenty Polaka - jakoś próbuje przetrwać. Wychodzi mu to całkiem nieźle, skoro trafia do niemieckiego obozu pracy, tam pije wódkę z komendantem, a z jego żoną - nie z własnych chęci, ale cóż robić - ląduje w łóżku, wyśpiewuje niemieckie piosenki... Czy jakiś Żyd podczas II wojny światowej żył w obozie lepiej niż ja? - pyta filozoficznie i sarkastycznie Izaak. Faktycznie. Mina niemieckiego oberleutnanta na wieść o narodowości jego ulubionego Polaczka pewnie byłaby bezcenna.

Izaak ma w sobie coś z beztroskiego Guida z filmu "Życie jest piękne" Benigniego, ale też odrobinę niefrasobliwości ze Szwejka (szczególnie w scenach koszarowych). Odbiega dość mocno od stereotypu umęczonego Żyda czasów Holokaustu, wydaje się wręcz pozbawiony kulturowego i religijnego kontekstu. Czasem niechcący podważy sens pewnych działań, czasem rozumnie, a czasem nie - oceni wichry historii, czasem (jeszcze na etapie I wojny światowej) wkurzy dowódcę, zadając mu istotne pytania: "Jak mamy przynieść zwycięstwo na bagnetach, skoro wcześniej musimy oddać za nie życie?". Co racja, to racja.

Aktor i pamięć

Słusznie zapowiadał reżyser, że będzie to spektakl na jednego aktora i pamięć. Aktor - narrator (znakomity Zbigniew Litwińczuk) to Izaak stary, u kresu życia, pogodny, troszkę sarkastyczny. Pamięć i zapełniający ją bliscy i dalecy, a także on sam - młody, jeszcze naiwny (ciekawy Mateusz Smaczny) - to też aktor, niczym wielogłowy stwór. Stary Izaak stoi na scenie, jego pamięć jest przed nim, jakby w ciemnej niszy. On sam jest w przestrzeni realnej, tu i teraz, na wyciągnięcie ręki. Coś wtrąci, dopowie, zwróci się do swojej pamięci albo do widzów. Pamięć jest też niby tuż obok, bardzo namacalna. A jednak daleko. Poprzez sprytne zabiegi techniczne staje się jakby trochę zawoalowana, jakby zasnuta mgiełką, przypływa, odpływa - jak wspomnienia właśnie. Stary Izaak, samotny, za kompanów mający jedynie trzy fiolki leków na sen, tęskni, zanurza się we wspomnienia, najchętniej za nimi by pobiegł. I tak właśnie w pierwszej scenie jest: gromadka postaci w czarnych żydowskich czapach, odwrócona do widzów plecami - wchodzi w mrok, Izaak za nimi spieszy, gubi walizki, prosi, by zaczekali, ale nic z tego. Już są odgrodzeni cienką siatką, troszkę przydymieni, zagarnięci przez ciemność. Choć spektakl to rzecz bardziej o człowieku i jego zmaganiach z losem niż konkretnie o dramacie narodu żydowskiego, to ta scena jest silnie symboliczna. Dawni sąsiedzi zniknęli z pejzażu, już ich nie ma, pozostał brak nie do wypełnienia. Izaakowi pozostaje więc tylko przebierać w swoich walizkach i odkurzać stare fotografie.

Barwy i kształty chagallowskie

Inna piękna scena: gromadka wydobyta z pamięci przez Izaaka zasiada do wieczerzy. Członkowie rodziny rozpinają obrus w powietrzu, siadają (na niby) do stołu, gryzą pestki, gawędzą. Czas jeszcze spokojny, nikomu na myśl nie przyjdzie, że wkrótce nastąpi zagłada wszelkich sztetli i nic już nie będzie takie samo. Na razie jednak rozmawiają: o komecie, co leci do Ziemi, o panu Wojtku pocztylionie, o Adolfie, co sięga właśnie po władzę w Niemczech. Ktoś mówi z absolutną pewnością: "Führer i jego banda wytrzyma góra z miesiąc, bo to banda dzikusów". No tak...

Ale póki co życie w miasteczku się toczy, trwają codzienne gesty, celebracje, żarty...

Właśnie takie plastyczne sceny, nastrojowość, pogodny klimat, do tego muzyka na żywo to największe atuty spektaklu. Nawet jeśli opowieść o człowieku rzucanym tu i tam przez historię czasem wydawać się może potraktowana dość powierzchownie (co adaptacjom książek się zdarza), a uniwersalny wymiar takiej opowieści niekiedy umyka - to plastyczność obrazów potrafi wynagrodzić wiele.

Przez cały spektakl nie sposób uwolnić się od myśli, że spokojne miasteczko Izaaka przybiera barwy i kształty iście chagallowskie, pozbawione grawitacji, czarowne i odrealnione (choć nie zawsze jest w owym miasteczku słodko, oj nie... - jednak przeszłość przefiltrowana przez pamięć po ponad pół wieku zyskuje zawsze łagodniejsze barwy). Pod koniec spektaklu o chagallowskich inspiracjach mówi się wprost, otwartym tekstem. Ale, co trzeba dodać - reżyser i jego zespół nie sięgają wcale po łatwe i oklepane schematy w konstruowaniu wizji żydowskiego miasteczka. Sporo tu nieoczywistości, przełamań nastroju. I dobrze.

Wściekła Walkiria ciągnie Izaaka do łóżka

Zapadają w pamięć też poszczególne kreacje. M.in. świetna Alicja Bach w roli żony dowódcy obozu pracy, która postanawia wykorzystać seksualnie polskiego pracownika swego męża (cóż to za wściekła Walkiria! A wręcz skrzyżowanie Walkirii z mocną Brunhildą, groteskowe i miejscami przerażające).

Albo Mirosław Janczuk, na co dzień teatralny inspicjent, tu w roli elastycznego osobnika, w zależności od zawirowań historii zmieniający czapki i mundury - z austro-węgierskiego na niemiecki, z niemieckiego na sowiecki. Każda społeczność miała kogoś takiego jak ów osobnik - w zależności gdzie wiatr historii zawieje, tam i on.

Czy wreszcie Artur Dwulit w ciekawej, niejednoznacznej roli rabina (choć jak na możliwości tego aktora trochę jeszcze jakby nie wygranej do końca). To on jest tu nośnikiem różnych anegdot i żydowskich mądrości. Ale i kryzysu wiary. Rabin któregoś dnia się mocno wkurzył: "Czy Jahwe tego nie widzi? Może dłubie w nosie? A może jest ogłupiałym staruszkiem, któremu schlebia to, że chcą za niego oddać życie?". I z tej złości zostaje kim? Przewodniczącym klubu wojujących ateistów.

Polecamy.

Życie po prostu trzeba przeżyć. Niezależnie od tego, co przynosi nam los

(AK), "Kurier Poranny", 6.05.2013

ROZWIŃ

"Pięcioksiąg Izaaka", czyli poruszający spektakl o tym, że nawet w największym bezsensie jest sens.

Śmiech, ironia, humor, czyli lekarstwo na cale zło świata - taką wartość można wynieść z najnowszego spektaklu "Pięcioksiąg Izaaka". Powstał na podstawie powieści Angela Wagensteina - wybitnego bułgarskiego pisarza i scenarzysty filmowego pochodzenia żydowskiego, w tłumaczeniu Kamelii Minchevy-Gospodarek. Na scenę Białostockiego Teatru Lalek przeniósł ją Wojciech Kobrzyński. Przy pomocy prostej, a jednocześnie niezwykle wielofunkcyjnej scenografii Wiesława Jurkowskiego z białostockimi aktorami stworzył spektakl przejmujący, wzruszający, pogodny i zabawny, a także mocno osadzony w historycznych realiach. To historia żydowskiego krawca Izaaka Jakuba Blumenfelda z niewielkiego miasteczka Kołodziec w okolicach Drohobycza. Każdy etap to kolejny bagaż przygód, doświadczeń, emocji, wartości, a także ważnych refleksji. Główny bohater (w tej roli doskonały Zbigniew Litwińczuk) w jasny i nieskomplikowany sposób zaraża publiczność tak uniwersalnymi mądrościami jak pozytywne podejście do życia czy doszukiwanie się nawet najmniejszych radości w codzienności. Mimo, że życie bywa nieprzewidywane i okrutne. Izaaka los szczególnie doświadczył: dwie wojny światowe, trzy obozy koncentracyjne, obywatelstwo pięciu ojczyzn, a wreszcie śmierć bliskich. Taki bagaż może załamać niejednego człowieka.

Na scenie tragiczna w swej wymowie opowieść o zderzeniu człowieka z absurdami i okrucieństwem XX-wiecznej historii przedstawiona została w sposób niezwykle subtelny, ale i ironiczny. Narzędziem, które pozwala zachować odpowiedni dystans do świata okazuje się być charakterystyczne, żydowskie poczucie humoru. To jedyny sposób na oswojenie wszechobecnego zła, śmierci i zniszczenia wpisanego nie tylko w historię Żydów. Z jednej strony ta opowieść wydaje się być wręcz niewiarygodna, z drugiej bardzo prawdopodobna, bo poparta konkretnymi datami i faktami historycznymi.

Do przedstawienia wszystkich przygód żydowskiego krawca twórcy zastosowali bardzo ciekawe rozwiązanie sceniczne. Na pierwszym planie widzimy Izaaka, który stojąc u kresu życia opowiada o swojej przeszłości. Drugi plan to jego pamięć. Tu młody Izaak (dobrze rokujący Mateusz Smaczny) jego bliscy (żona Sara - Izabela Wilczewska, szwagier rabin - Artur Dwulit, ojciec - Paweł Szymański, a także masa innych spotkanych na drodze ludzi (Mirosław Janczuk, Jan Mlejnek, Krzysztof Pilat, Alicja Bach) ożywają na lekkie wspomnienie czy spojrzenie na stare fotografie i pożółkłe dokumenty wyjmowane z walizek. Te oba światy się przenikają i uzupełniają, ale nie mieszają. Wyraźnie oddzielone jest to, co jest elementem wspomnień, a co rzeczywistością.

Spektakl jest bardzo ciekawie skonstruowany, nie brakuje w nim scen-perełek takich jak łuszczenie pestek po kolacji, wizyta żony Brucknera w obozie czy pierwsze spotkanie Izaaka i Sary stylizowanej na obrazy Marca Chagalla.

Bardzo ważnym elementem spektaklu jest także muzyka Krzysztofa Dziermy, która - co ważne - wykonywana jest na scenie na żywo, ładnie dopełniają ją wizualizacje.

Spektakl jest absolutnym majstersztykiem: aktorskim, fabularnym i konstrukcyjnym, a przy okazji doskonałą lekcją historii. Ci, którzy będą się tu doszukiwać dramatu żydowskiego narodu mogą poczuć się nieco rozczarowani. W spektaklu co prawda nie pominięto problemu Holocaustu, ale punkt ciężkości przesunięto na opowieść o pewnym wrażliwym, ale i sprytnym Żydzie. "Pięcioksiąg Izaaka" to znacznie bardziej opowieść o miłości, przyjaźni i tolerancji, o trudnych sytuacjach życiowych, na które receptą jest tylko humor i odpowiedni dystans. I ten morał doskonale puentuje ostatnie zdanie sztuki wypowiadane przez głównego bohatera: "skoro życie dane nam jest, by żyć, będziemy żyć, nie ma co".

Ważne: Strona wykorzystuje pliki cookies.

W ramach naszej witryny stosujemy pliki cookies w celu świadczenia Państwu usług na najwyższym poziomie, w tym w sposób dostosowany do indywidualnych potrzeb. Korzystanie z witryny bez zmiany ustawień dotyczących cookies oznacza, że będą one zamieszczane w Państwa urządzeniu końcowym. Możecie Państwo dokonać w każdym czasie zmiany ustawień dotyczących cookies. Więcej szczegółów na stronie.

Do góry btl kształt