Zobacz opis Zobacz opis sztuki: ROBOT I MOTYLEK
Kategoria BTL Nowa Dramaturgia
KATEGORIA WIEKOWA Dla rodziny
CZAS TRWANIA 45 minut

ROBOT I MOTYLEK

OPIS

ROBOT I MOTYLEK

„Robot i Motylek“ to przedstawienie o trwałych i głębokich uczuciach, jakie mogą połączyć każdego z nas, a także o bardzo kruchym i ulotnym pięknie, które warto w porę dostrzec.

Spektakl powstał na podstawie historii napisanej przez litewską autorkę Vytautė Žilinskaitė. To opowieść o robocie, który zakochuje się w stworzeniu z zupełnie innego świata – w motylku. Dzięki krótkiej znajomości mechaniczny bohater odkrywa prawdziwe uczucia, takie jak miłość, empatia, przywiązanie, ale również i strach, i żal... 

Przedstawienie poprzez interaktywny charakter zaprasza dzieci do bezpośredniego udziału w przygodach sympatycznego robota i jego przyjaciół.

21 lutego 2015
Premiera "Robota i Motylka"
Zobacz
19 lutego 2015
Konferencja prasowa przed premierą "Robota i Motylka"
Zobacz

NAJBLIŻSZE POKAZY:

ZOBACZ WSZYSTKIE POKAZY

TWÓRCY

autor
Vytautė Žilinskaitė (Litwa)
reżyseria i adaptacja
Agnė Sunklodaitė (Litwa)
scenografia
video
Rimas Sakalauskas (Litwa)

OBSADA

ZAPOWIEDZI PRASOWE

Robot może się zakochać. Litewski desant u lalkarzy

moż, "Gazeta Wyborcza", 20.02.2015

ROZWIŃ

Świeci, kręci głową, lubi olej maszynowy i umie odpowiadać na pytania... Od soboty (21.02) w Białostockim Teatrze Lalek "Robot i Motylek" - nietypowa baśń dla dzieci, w której lalką tym razem jest robot, wedle kustosza Adama: najcudowniejszy, najstarszy na świecie, prawie jak człowiek...

Najnowsza premiera BTL (w sobotę o godz. 15) to koprodukcja polsko-litewska. Białostocki teatr do współpracy zaprosił grono pięciorga litewskich artystów. Autorką baśni jest Vytaute Žilinskaite, spektakl reżyseruje Agne Sunklodaite (jest też autorką adaptacji), scenografię przygotowała Giedre Brazyte, za muzykę odpowiada Antanas Jasenka, za wideo: Rimas Sakalauskas. Na scenie zaś zobaczymy trójkę naszych aktorów, animujących nietypowe lalki - Adama Zielenieckiego, Izabelę Wilczewską oraz Błażeja Piotrowskiego.

Spektakl grany będzie w kameralnych warunkach, w maleńkiej sali prób. Co oznacza, że każdorazowo zmieści się tam nieduża liczba widzów, wszyscy zasiądą na poduchach, a ci najmłodsi będą mogli bezpośrednio uczestniczyć w przygodach sympatycznego robota i jego przyjaciół. Baśń litewskiej autorki to opowieść o robocie, który zakochuje się w stworzeniu z zupełnie innego świata - w motylku. Czy to w ogóle możliwe? Okazuje się, że tak, choć nie musi mieć radosnego finału. Dzięki krótkiej znajomości mechaniczny bohater odkrywa jednak prawdziwe uczucia, o jakich nie miał pojęcia - takie jak miłość, empatia, przywiązanie, ale również i strach, i żal. Prosta baśń o ważnych rzeczach - o tym m.in., że piękno jest kruche i ulotne, a uczucia mogą okazać się nieoczekiwanie głębokie i trwałe.

Premiera spektaklu odbędzie się w sobotę o godz. 15. Kolejne spektakle - niedziela (22.02), godz. 11 i 13, we wtorek (24.02) o godz. 9 i 11, w środę (25.02) o godz. 9.15 oraz 11.

Spektakl Robot i Motylek

Urszula Krutul, "Kurier Poranny", 19.02.2015

ROZWIŃ

"Robot i Motylek" to spektakl o trwałych i głębokich uczuciach. Zobaczyć go będzie można w sobotę o godz. 15 w Białostockim Teatrze Lalek.

Dawno temu był na świecie robot. Na imię miał Dondon. Nie tylko umiał ruszać rękoma i głową, ale też odpowiadał na pytania. Pewnego dnia w jego życie wkroczyła miłość. Czy ta historia ma prawo zakończyć się happy endem będzie można się przekonać w sali prób Białostockiego Teatru Lalek podczas premiery spektaklu "Robot i Motylek".

To koprodukcja litewskich i białostockich artystów w reżyserii Agne Sunklodaite, ze scenografią Giedre Brazyte i muzyką Antanasa Jasenki. Spektakl jest skierowany do najmłodszych widzów, ale rodzice też znajdą coś dla siebie. Teatralna przestrzeń została bardzo zmyślnie zaaranżowana. Widzowie umieszczeni są pośrodku, a dookoła nich rozgrywają się poszczególne sceny. Spektakl powstał na podstawie historii napisanej przez litewską autorkę Vytaute Žilinskaite.

Podróż z robotami

mk, bialystok.tvp.pl, 19.02.2015

ROZWIŃ

Białostocki Teatr Lalek przygotował pierwszą w tym roku premierę. To „Robot i motylek”. Spektakl na podstawie litewskiej bajki, reżyserowany przez debiutującą w Polsce Litwinkę. Autorka zaprasza najmłodszych do niezwykłej podróży po muzeum robotów.

Kustosz i jego pomocnicy - miłośnicy, znawcy robotów. Przewodnicy po tajemniczym muzeum. Czytnik myśli - jeden z trzech robotów - wynalazków. Zdradza myśli widzów. Są jeszcze odkurzacz grzechów i robot - kucharenka. Ale prawdziwy sentyment Kustosz ma do nieczynnego już Dondona. Robot rusza głową, ręką i odpowiada na zaprogramowane pytania.

Dondon, choć nazywany przez Kustosza „już nieczynnym robotem", którego czasy świetności minęły - jest głównym bohaterem spektaklu. Mały widz ma go poznać od jeszcze bardziej „człowieczej" strony. Robot łamie zasady - zaczyna mówić, a nie tylko odpowiadać na przygotowane pytania. - Zastanówcie się, może właśnie nie jest niepotrzebny, że nie nadający się do niczego. Może właśnie zaczyna czuć, kochać? - mówi Adam Zieleniecki.

Pytania i poszukiwanie odpowiedzi to sens spektaklu. I bajki, na podstawie której powstał. „Robot i motylek" ma w najmłodszych zbudzić wrażliwość na cudzą krzywdę i pokazać znaczenie uczuciowości. - Chce, żeby dzieci rozmawiały z rodzicami o życiu, o kruchości tego życia i o tym, że człowiek kiedyś umrze, ale uczucia pozostają nieśmiertelne - mówi Agnė Sunklodaitė, reżyserka.

Dyrektor Białostockiego Teatru Lalek zaznacza, że takiego spektaklu jeszcze tu nie było, bo dzieci nie tylko w nim uczestniczą, ale mają wpływ na zakończenie, z pozoru smutnej, historii. - To wszystko dzieje się wokół . Jakby włączamy dzieci, żeby one czuły się w środku tego przedstawienia – mówi Giedrė Brazytė autorka scenografii. - Finałem historii jest zaproszenie do napisania listu na temat tego, co się zdarzyło przed chwilą na scenie – dodaje Jacek Malinowski, dyrektor Białostockiego Teatru Lalek.

Jaką rolę pełni tytułowy motyl? To już wyjaśni sam spektakl. Premiera w najbliższą sobotę (21.02)

Robot i Motylek, czyli historia o miłości niemożliwej na deskach teatru lalek

Urszula Krutul, "Gazeta Współczesna", 22.02.2015

ROZWIŃ

Opowieść o głębokich uczuciach i pięknie już w sobotę w Białostockim Teatrze Lalek. To rzecz dla dzieci, ale nie tylko. Warto się wybrać i dać wciągnąć w świat "Robota i Motylka".

Dawno temu był na świecie najcudowniejszy robot. Na imię miał Dondon i był jak człowiek. Nie tylko umiał ruszać rękoma i głową, ale też odpowiadał na pytania. Pewnego dnia w jego życie wkroczyła miłość. Czy ta historia ma prawo zakończyć się happy endem?

Przekonać się będzie można już w sobotę o godz. 15 na sali prób Białostockiego Teatru Lalek (ul. Kalinowskiego 1) podczas premiery spektaklu "Robot i Motylek". To koprodukcja litewskich i białostockich artystów. Debiut reżyserki Agne Sunklodaite na polskiej scenie (ma już na swoim koncie premiery na Litwie).

"Robot i Motylek" to przedstawienie o trwałych i głębokich uczuciach, jakie mogą połączyć każdego z nas. Ale nie tylko. Jest tu też mowa o bardzo kruchym i ulotnym pięknie, które warto w porę dostrzec. Z wszystkimi tymi prawdami zetkniemy się w Muzeum Robotów, w które zamieni się na czas spektaklu BTL.

- Poznamy świat robotów, który bardzo często przypomina nasz, ludzki - mówi Jacek Malinowski, dyrektor BTL. - Na scenie wystąpią mechaniczne twory i aktorzy, którzy doskonale łączą młodość i doświadczenie.

Spektakl jest skierowany do najmłodszych widzów, ale rodzice też znajdą coś dla siebie. Teatralna przestrzeń została bardzo zmyślnie zaaranżowana. Widzowie umieszczeni są pośrodku, a dookoła nich rozgrywają się różne sceny. Nie będzie siedzenia w miejscu, a raczej coś na kształt zwrotnego aerobiku. Przy okazji poznamy całą galerię robotów, począwszy od Kuchareczki (robota najstarszego), przez Pojemnik Myśli, Szalony Budzik i Czyściciela Grzechów, na najcudowniejszym i najbardziej ludzkim (wspomnianym już) Dondonie kończąc.

- Bardzo się cieszę, że mogłam zrobić sztukę na tak małej przestrzeni i tak blisko dziecka - mówi reżyserka, Agne Sunklodaite. - Bardzo lubię interaktywność. Ona pomoże nam opowiedzieć historię miłości Robota i Motylka. To bajka, która kończy się raczej smutno. Chociaż z drugiej strony, jej zakończenie zależy też od dzieci.

Spektakl powstał na podstawie historii napisanej przez litewską autorkę Vytaute Žilinskaite. Dzięki krótkiej znajomości z Motylkiem mechaniczny bohater odkrywa prawdziwe uczucia, takie jak miłość, empatia, przywiązanie, strach, i żal.
- To przedstawienie o wieczności uczuć - mówi reżyserka. - I o życiu człowieka. O tym opowiadamy dzieciom w ich języku, żeby to lepiej zrozumiały i poczuły.

Przedstawienie jest też bardzo interaktywne. I nie kończy się wcale w momencie wyjścia z teatru.

- Styka się tu chłodny racjonalizm i gorące uczucie - dodaje Jacek Malinowski. - Robot ma kłopot, żeby wyrazić miłość do Motylka. Jest zaprogramowany, umie odpowiadać tylko na określone pytania i nie wie, co to uczucia. Na koniec w obronę biorą go dzieci. Takiego spektaklu u nas jeszcze nie było.

- Dzieci muszą zastanowić się nad całą historią w domu, a później zająć stanowisko odnośnie postępowania robota - zapewnia reżyserka.

Ich następnym zadaniem jest... wysłanie listu do teatru, w którym bronią lub oskarżają Robota. A zanim pójdziemy do domu, warto też zwrócić uwagę na cudowną scenografię stworzoną przez Giedre Brazyte. Chce się ją oglądać i jej dotykać. A nawet zabrać ze sobą do domu.

Interaktywna bajka dla dzieci. Robot zakocha się w motylku

Anna Dycha, bialystokonline.pl, 20.02.2015

ROZWIŃ

Widzowie zasiądą na ławkach w środku sali, a wokół nich pojawią się różne przedmioty - radio, odkurzacz, akcesoria kuchenne, a nawet specjalnie skonstruowany robot. Premiera najnowszego spektaklu w Białostockim Teatrze Lalek 21 lutego.

- "Robot i motylek" to pierwsza premiera w tym roku i kolejna w sezonie. Jest to polsko-litewski projekt. Reżyseruje Agne Sunklodaite, a grają nasi aktorzy - mówi Jacek Malinowski, dyrektor BTL-u.

Pozostała część ekipy również pochodzi z Litwy: odpowiedzialna za scenografię Giedre Brazyte oraz autor muzyki Antanas Jasenka (wcześniej pracowali przy spektaklu "Jak Matołusz poszedł szukać olbrzyma").

Dzieci listy piszą

"Robot i motylek" to przedstawienie o trwałych i głębokich uczuciach, jakie mogą połączyć każdego z nas, a także o bardzo kruchym i ulotnym pięknie, które warto w porę dostrzec.

Spektakl powstał na podstawie historii napisanej przez litewską autorkę Vytaute Žilinskaite. Opowiada o robocie, który zakochuje się w stworzeniu z zupełnie innego świata - w motylku. Dzięki krótkiej znajomości, mechaniczny bohater odkrywa prawdziwe uczucia, takie jak miłość, empatia, przywiązanie, ale również strach i żal.

- To przedstawienie o wieczności uczuć i kruchości życia człowieka. Chcemy, by dzieci to poczuły - wyjaśnia reżyserka.

Jacek Malinowski dodaje: - Spektakl dotyka problemu wyrażania uczuć. Tutaj nie umie ich wyrazić robot. Jednak w finale spektaklu jeden z aktorów prowokuje dzieci, by wzięły maszynę w obronę. Mogą wysłać do teatru list ze swoją decyzją.

Aktywny udział w spektaklu

Dla reżyserki ta interakcja jest bardzo ważna.

- Chodzi o to, by spektakl nie skończył się po wyjściu z teatru - podkreśla. - Dziecko może porozmawiać o tej historii z rodzicami lub z nauczycielem.

To nie jedyna interakcja w spektaklu. Widzowie usiądą w środku sali na ławkach i będą częścią przedstawienia. Reżyserce (spektakl w BTL-u jest jej pierwszym w Polsce) zależało na zbudowaniu przestrzeni, dzięki której dzieci wezmą aktywny udział w przedstawieniu.

Niewątpliwie zaintryguje je oryginalna scenografia, a w niej: radio, odkurzacz, akcesoria kuchenne czy robot.

W spektaklu występują: Izabela Maria Wilczewska, Błażej Piotrowski i Adam Zieleniecki.

GALERIA

RECENZJE

Grzechy do torebki, na ścianę i... już jest lżej

Monika Żmijewska, "Gazeta Wyborcza", 24.02.2015

ROZWIŃ

Jeden wyczyści z grzechów, drugi sporządzi kawę, trzeci ogłosi, co właśnie myślisz. Będzie dużo śmiechu, ale i smutku, bo jeszcze inny - zepsuje się z nadmiaru emocji.

Wszystko to w urokliwym Muzeum Robotów, a konkretnie w Białostockim Teatrze Lalek, a jeszcze dokładniej - w mądrej opowiastce "Robot i Motylek". Rzecz - o kruchości życia i przemijaniu - dla dzieci, dorośli też się nie znudzą.

W epoce, w której maluchy same obsługują telefon komórkowy, przyzwyczajone są do projekcji 3D i rozbuchanych efektów specjalnych, najnowsza bajka w BTL może się wydać anachroniczna. Ale właśnie w tej stylizacji retro jest jej największy wizualny urok i potencjał. Ileż tam fascynujących ustrojstw, jakby z minionej epoki, jakby już z innej historii, ale jak potrafią przykuć uwagę!

Czyściciel odciąży

Tym razem lalkową ekipę tworzą roboty - zbudowane ze wszystkiego, co wpadło w rękę. Miski, trzepaczki, chochelki. Kabelki, rurki, nakrętki. Lampeczki, pokrętła, kolanka. I tak dalej, i dalej, i dalej A wszystko połączone tak zmyślnie, że trudno oderwać wzrok.

Już wchodząc do sali, mijamy kilka takich dziwolągów. Coś mruczy, coś świeci, kustosz zaś ostrzega, by nie patrzeć w to czy tamto "oko", bo hipnotyzuje, że ho, ho. W samej zaś salce (a jest to kameralna Sala Prób, gdzie wszyscy przysiadają na niskich ławeczkach lub wręcz na podłodze) mamy roboty z każdej strony. Z lewej - Pojemnik Myśli, z prawej - Czyściciel Grzechów, z tyłu - Kuchareczka, z góry - Mister Plujta... W takie towarzystwo wprowadza nas (wycieczkę) zażywny jegomość - kustosz Adam (zabawny Adam Zieleniecki) i jego sympatyczni pomocnicy Błażej i Iza (Błażej Piotrowski i Izabela Wilczewska).

To sprawdzą, co wybrany z sali delikwent myśli (Pojemnik Myśli na głowę i już wiadomo, co nam po niej chodzi: "podoba mi się pewien chłopak...", "jak będę duży, kupię sobie większy samochód niż tata...", "Ale ta nasza pani wychowawczyni jest ładna...". To wyczyszczą z grzechów (robot - czyściciel wyssie je błyskawicznie, zapakuje do plastikowej torebki, opatrzy imieniem i powiesi na ścianie - pracownicy teatru już przez te procedury przeszli, a ich grzechy w woreczkach wiszą na Grześcianie przy wejściu.

To wreszcie zaparzą kawę za pomocą robota Kuchareczki albo spróbują spacyfikować Mistera Plujtę, który zaczął świecić na czerwono, dostał czkawki i pluje mydlanymi bańkami. Do zabawy wciągnięci są nawet panowie - inżynierowie z laboratoryjnego okienka (ekipa techniczna BTL). Sceniczne "dziejstwo" jest wszędzie - z przodu, z tyłu, z boku, oczy trzeba mieć dookoła głowy, wszędzie coś się dzieje.

Prawie jak człowiek

Ale to tylko wstęp do prawdziwej opowieści kryjącej się pod tytułem spektaklu. Okazuje się nagle bowiem, że w muzeum jest jeszcze jeden robot. Przykryty płachtą, przed nim napis "Nieczynny", a ktoś złośliwie dopisał jeszcze: "Nie nadający się do niczego".

- Jak to! Nieprawda! - oburza się kustosz Adam, który swe roboty kocha jak dzieci. Zdejmuje płachtę, mówi z zapałem: "On był cudowny, piękny, prawie jak człowiek!"

I tak zaczyna się opowieść w opowieści: Robot ożywa (za sprawą Błażeja Piotrowskiego), rusza rękami, nogami, odpowiada na pytania (tylko zaprogramowane). I tak dzień w dzień, zmieniają się zwiedzający, robot wykonuje polecenia, aż tu którejś nocy przez okno wlatuje motylek...

Motylek ma sobie tyle delikatności, zwiewności i ciekawości świata (pełna miękkich ruchów animacja Izabeli Wilczewskiej), że nawet w robocie coś się budzi. Zaczyna marzyć, myśleć intensywnie, głównie o Motylku ("Ona jest inna niż zwiedzający!").

Nic to, że nie potrafi powiedzieć, co myśli, bo ma tylko gotowe odpowiedzi. Choć Motylek o listkach, a Robot o przyszłości robotów - jakoś się rozumieją. Niestety, do muzeum wpada któregoś razu nietoperz, Motylek traci skrzydełko, gaśnie w oczach. A Robot nie potrafi jej pomóc. Finał jest smutny, choć tak pięknie przez lalkarzy podany, że z tą smutną prawdą mogą się zmierzyć nawet najmłodsze dzieci. I pojąć mądre przesłanie tej króciutkiej baśni: piękno jest bardzo kruche, uczucia zaś nieoczekiwanie mogą okazać się głębokie i trwałe.

Jest w tej bajce też wiara w to, że osoby z dwóch różnych światów może coś połączyć - czy będzie to przyjaźń, czy miłość. Tu nawet mechaniczny bohater może odkryć w sobie uczucia, o których dotąd nie miał pojęcia: empatia, współczucie, ale też strach i smutek.

Desant z Litwy

Jest w spektaklu pięknie zagrana scena: Motylek czuje, że uchodzi z niego życie, pyta Robota: "dlaczego mnie nie obroniłeś, ani trochę Ci mnie nie szkoda? Robot zaś nie potrafi powiedzieć nic więcej ponad to, co zostało w nim zaprogramowane: "Życzę zdrowia i pomyślności w życiu osobistym". Tymczasem myśli i żal, że nie mógł nic zrobić, są tak mocne, że psują mu cały mechanizm.

Nie zawsze więc wszystko jest takie, jakie się wydaje na pozór - zdają się mówić autorzy bajki.

Tę przygotowali wspólnie goście z Litwy i nasi białostoccy lalkarze. Białostocki teatr do współpracy zaprosił grono pięciorga litewskich artystów. Autorką baśni jest Vytaute Žilinskaite, spektakl reżyseruje Agne Sunklodaite (jest też autorką adaptacji), scenografię przygotowała Giedre Brazyte, za muzykę odpowiada Antanas Jasenka, za wideo: Rimas Sakalauskas.

Robot i Motylek, czyli historia miłości niemożliwej

Anna Kopeć, "Kurier Poranny", 24.02.2015

ROZWIŃ

Urocza historia, która rozgrywa się w nietuzinkowym Muzeum Robotów urzeka prostotą i plastycznością nie tylko najmłodszych widzów.

Szalony Budzik, Kuchareczka, która potrafi wyczarować smakowitości, Pojemnik Myśli odczytujący co widzowie mają w głowie, czkający bańkami mydlanymi Mr Plujka czy przypominający odkurzacz fenomenalny Czyściciel Grzechów - takie eksponaty można znaleźć w Białostockim Teatrze Lalek. Tu - przy okazji premiery sztuki Vytaute Żilinskaite "Robot i Motylek", którą wyreżyserowała Agne Sunklodaite - powstało osobliwe Muzeum Robotów pełne maszyn o wymyślnych kształtach. I właśnie blaszane konstrukcje, które wymyśliła Giedre Brazyte i ich tajemnice urzekają widzów rozsiadających się w malutkiej sali prób. Nietypowe lalki fantastycznie ożywają w rękach białostockich aktorów: Izabeli Wilczewskiej, Błażeja Piotrowskiego i Adama Zielenieckiego, który jest nie tylko kustoszem przedziwnego muzeum, ale i narratorem baśni. Pozornie bezdusznym, zimnym, mechanicznym automatom oddają swoje emocje, gesty i głosy.

Aktorzy już przy wejściu wciągają widzów do wspólnej zabawy. Tu wszystkiego można dotknąć, a z jednym z eksponatów nawet porozmawiać. Oto Dondon - robot, który umie machać rączkami, kręcić głową, a co najważniejsze - odpowiadać na pytania. Jego precyzyjnie zaprogramowane życie diametralnie zmienia Strzałeczka - barwny motylek, który urodził się na kwitnącym kasztanowcu. Blaszany Dondon, który dotąd najbardziej lubił tylko olej maszynowy i zawsze udzielał identycznych odpowiedzi, nagle próbuje mówić własnym głosem, zaczyna marzyć, tęsknić, kochać, ale też współczuć i się bać.

Ich znajomość rozwija się na tle ciekawych wizualizacji Rimasa Sakalauskasa i w rytmie muzyki Antanasa Jasenki. Nagle, zaatakowana przez nikczemnego nietoperza Strzałeczka umiera u stóp Dondona. Według inżynierów niezawodna maszyna się psuje. Wyłączają go z ekspozycji, przystawiają mu tabliczkę z napisem "Nieczynny". Złośliwy zwiedzający dopisuje na niej "Nie nadający się do niczego". Czy oby na pewno? Czy faktycznie poruszony wrażliwością finezyjnego motyla mechaniczny robot jest bezużyteczny? Czy miłość między stworzeniami z innych światów jest możliwa? O to, na koniec zapytają aktorzy, odpowiedzi oczekują w formie listów i rysunków. Pewnie będzie ich mnóstwo, bowiem to historia, która poruszy każdego.

W Muzeum Robotów

Karolina Matuszewska, teatralny.pl, 4.03.2015

ROZWIŃ

„Przyszłość robotów ma jak najszersze perspektywy” – mówi jednooki robot Dondon i na potwierdzenie tych słów z dumą macha swoimi mechanicznymi ramionami. Jest zachwycający, ponieważ porusza się jak człowiek i odpowiada na pytania. Oczywiście nie na wszystkie – jedynie na te, które zostały zaprogramowane przez inżynierów w laboratorium. Dondon cieszy się ogromną sympatią i zainteresowaniem wszystkich, którzy przyszli go obejrzeć na wystawie. Skoro jednak jest taki wspaniały, dlaczego stoi jedynie zamknięty na muzealnej ekspozycji i odpowiada na bardzo niemądre pytania?

Odpowiedzi na to pytanie litewscy autorzy spektaklu Robot i motylek szukają razem z dziećmi. W przedstawieniu opartym na bajce Vytaute Žilinskaite pod tym samym tytułem mała scena Białostockiego Teatru Lalek zamienia się w prawdziwe Muzeum Robotów. Zanim wejdziemy do jego głównej sali, mijamy kilkumetrowy korytarz ze schowanymi w oszklonych gablotach, niedziałającymi już od dawna robotami. Sprawiają wrażenie bardzo starych i częściowo zniszczonych, zostały wykonane z różnego rodzaju elementów, głównie blaszanych i metalowych, wśród których rozpoznać można nie tylko śrubki i sprężyny, ale także przedmioty codziennego użytku. Prawdziwa zabawa zaczyna się jednak w momencie wejścia na salę. Jowialny kustosz w meloniku i kolorowej, eleganckiej kamizelce (Adam Zieleniecki) zaprasza do zajęcia miejsc i wita w Muzeum Robotów. Towarzyszy mu dwójka pomocników: Pan Pluja i Kuchareczka (Izabela Maria Wilczewska i Błażej Piotrowski), przy pomocy których kustosz prezentuje zebranym kolejne roboty. Interaktywny charakter tej ekspozycji sprawia, że dzieci szybko włączają się do zabawy. Kilkoro chce, aby Czytnik Myśli przeskanował ich głowy. Inni wolą oczyścić swoje nie do końca czyste sumienia z pomocą odkurzaczopodobnego Czyściciela Grzechów (szczególnie chętni na taki zabieg są studenci lalkarstwa, których worki na grzechy niebezpiecznie pęcznieją aż do granic wytrzymałości). Pomysłowość twórców spektaklu w budowie lalek-robotów jest naprawdę imponująca.

Reżyserująca przedstawienie Agne Sunklodaite wraz ze scenografką Giedre Brazyte (dla której zresztą nie była to pierwsza praca w Polsce; często współpracuje przy dziecięcych spektaklach Jacka Malinowskego) rozbudowały litewską bajkę o te kilka postaci-eksponatów, tworząc prawdziwe cuda na złomowisku. Roboty animowane przez trójkę aktorów poruszają się, święcą kolorowymi żarówkami i kręcą niczym mechanizmy zegara.

Ten minispektakl robotów, który mógłby właściwie trwać bez końca, służy jednak jedynie wprowadzeniu widzów w świat techniki całkowicie posłusznej człowiekowi. Jest miło i przyjemnie, ponieważ wszystko znajduje się pod kontrolą i szansa na niemiłą niespodziankę graniczy z zerem. W razie jakiegokolwiek odstępstwa od reguł czy spostrzeżonych nieprawidłowości w funkcjonowaniu takiego robota należy wyłączyć, zasłonić przed ciekawskimi oczami gapiów i uznać za niesprawnego. Tak jak to niegdyś uczyniono z najwspanialszym, według słów kustosza, robotem. Przypominający człowieka Dondon się zepsuł. Jest nieczynny, jak głosi stojąca przed nim tabliczka, na której ktoś dopisał, że nie nadaje się do niczego. Jego wada polega na tym, że przestał odpowiadać na zaprogramowane przez inżyniera pytania. Można stać przed nim długo i odczytywać z tabliczki kolejne kwestie, a on i tak na żadną z nich nie zareaguje. Co jakiś czas jednak da się usłyszeć z trudem jakby wymawiane przez niego sylaby, które składają się na pozornie przypadkowe słowa. „Strza-łecz-ka”, „kasz-tan”, „ból”… Czyżby robot faktycznie się zepsuł? A może on dopiero uczy się mówić naprawdę?

W tym miejscu uwaga dzieci skierowana zostaje na właściwą część przedstawienia. Kustosz pyta, czy chcą usłyszeć historię tego niezwykłego robota. Z pomocą swoich asystentów zaczyna opowiadać o wydarzeniach, które doprowadziły Dondona do obecnego stanu. Dzięki przypadkowemu spotkaniu pewnej nocy, w czasie której motyl o imieniu Strzałeczka wleciał przez okno do muzeum, niezawodny i utwierdzony we własnej wspaniałości robot zaczął dostrzegać coś więcej. W jego żelaznej głowie pojawiły się myśli o innym świecie, tym poza murami wystawy, ale pojawiło się także zainteresowanie drugą istotą. „Ona jest zupełnie inna niż wszyscy ci zwiedzający. I jest bardzo dziwna: zadaje nienormalne, nieponumerowane pytania i przewraca kolejność moich odpowiedzi!” – zastanawia się w myślach Dondon. Dociera do niego, że jest w stanie robić znacznie więcej niż to, do czego został zaprogramowany. Potrzebuje tylko czasu i pomocy – kogoś, kto będzie z nim naprawdę rozmawiał.

Aktorzy opowiadają historię i jednocześnie animują występujące w niej postaci. Ani przez chwilę nie wcielają się w swoich bohaterów, cały czas zachowują wobec nich dystans narratorów. Udaje im się dzięki temu skupić uwagę rozbawionych wcześniej dzieciaków, nie tworząc przy tym niepotrzebnej iluzji. „Cała historia wydarzyła się kiedyś, a my ją tylko przypominamy” – zdają się mówić twórcy. Nikt tu się z nikim nie utożsamia, ponieważ nie to jest celem opowiadania wszelkich bajek. Znacznie ważniejsze jest bowiem obudzenie uczucia empatii wobec cudzego, nie zawsze wesołego losu. Z tego zadania białostocki spektakl wywiązuje się na przysłowiową piątkę z plusem.

Robot i motylek, podobnie jak inne bajki Žilinskaite, zakorzeniony jest w litewskiej tradycji ludowej, której daleko do tworzenia szczęśliwych zakończeń w stylu „i żyli długo i szczęśliwie”. Strzałeczka pada ofiarą głodnego Nietoperza, przed którym Dondon nie potrafił jej obronić. To wydarzenie wstrząsa nim i sprawia, że robot przestaje spełniać swoje dotychczasowe funkcje – zgodnie z definicją miłośników technologii po prostu się psuje. W zamian, czego nikt nie chce dostrzec, poznaje inną stronę uczuć istot żywych. Bajka i zarazem spektakl w prosty i przystępny sposób mówią o podstawowych i niezwykle ważnych emocjach, takich jak wrażliwość na cudzą krzywdę, potrzeba zrozumienia i bliskości, przyjaźń i miłość, a także odpowiedzialność. Cierpienie i ból są tak samo obecne w życiu, jak radość i szczęście. To naturalny cykl, w którym czasem coś musi umrzeć, po to aby mogło narodzić się nowe. Dlatego śmierci nie zawsze należy się bać. I choć jest straszna, jest też po prostu bardzo naturalna. Pod koniec spektaklu kustosz zadaje dzieciom pytanie o to, czy Dondon rzeczywiście jest robotem „nie nadającym się do niczego”? Daje im czas do namysłu prosząc, aby zastanowiły się nad tym w domu i odpowiedziały za pomocą listu bądź rysunku.

Wykreowany na scenie świat Muzeum Robotów, mimo swojej nienowoczesności, jest niezwykle pociągający, przede wszystkim wizualnie. Dzieciom prezentuje tajemniczą krainę pełną cudaków zbudowanych z przedmiotów z odzysku. Starszym widzom natomiast może przywodzić na myśl ich własne dzieciństwo sprzed epoki Internetu i kreskówek na Cartoon Network, kiedy najwspanialsze pomysły na zabawy i zabawki realizowało się samodzielnie przy użyciu najprostszych środków. Ubierało się lalki, budowało pojazdy i domki na drzewach z tego, co akurat było pod ręką, częściej jednak z tego, co z pewnym wysiłkiem udało się znaleźć na strychu bądź w piwnicy. W ten sposób nawet najbanalniejsze i najbardziej bezużyteczne przedmioty zyskiwały nowe życie. Dawała im je dziecięca fantazja, bez której prawdopodobnie dorosły człowiek nie odważyłby się realizować swoich pozornie niedorzecznych pomysłów. Nie zbudowałby maszyny latającej ani radia, nie stworzyłby też żadnych robotów. „Jeśli potrafisz o czymś marzyć, to potrafisz także tego dokonać” – powiedział kiedyś Walt Disney.

Wróćmy jednak na ziemię. O ile roboty w litewsko-białostockim spektaklu są rzeczywiście godne pochwały, tego samego nie można powiedzieć o lalkach motyla Strzałeczki i Nietoperza. Niedużej wielkości, angażujące jedynie dłoń animatora, rażą swoją sztucznością. Nocny drapieżnik przypomina wyliniałą maskotkę, a motyl – efemerydę zrobioną z kolorowego papieru. Niby to one reprezentują istoty żywe, jednak w zestawieniu z mechanicznymi robotami okazują się znacznie mniej atrakcyjne. Jest w tym coś z poetyki teatru Malabar Hotel, który w swoich przedstawieniach często lalki i maski czyni bardziej autentycznymi niż postaci odgrywane przez żywych aktorów. Sens takiego przeciwstawienia w obydwu przypadkach jest jednak zupełnie inny. O ile w spektaklach Malabaru wiąże się z poszukiwaniami prawdziwej tożsamości bohaterów, o tyle w Robocie i motylku ten kontrast wydaje się nieco przypadkowy, a z pewnością nie do końca przemyślany. Co prawda wygląd obydwu postaci i materia, z jakiej zostały stworzone, wyraźnie charakteryzują ich naturę (kruchość motyla i wzbudzanie wstrętu przez nietoperza), jednak z drugiej strony taki wizerunek kłóci się z sensem opowieści. Skoro spotkanie ze Strzałeczką ma ożywić Dondona, trudno w to uwierzyć, widząc tak nierzeczywistego motyla.

Niemniej Robot i motylek to bardzo udany przykład międzynarodowej współpracy artystycznej nawet w przypadku tak niewielkich przedsięwzięć. Białostocki projekt udowadnia, że to ma sens. Każda ze stron wnosi to, co ma najlepsze: Polacy świetnie wyszkolonych lalkarzy, Litwini swoją plastyczną wyobraźnię i pogląd na świat. Sunklodaite na co dzień związana jest z wileńskim Keistuoliu teatras (Teatrem Dziwaków), pierwszym na Litwie niezależnym teatrem zawodowym dla dzieci. Jego motto brzmi: „Najważniejsze to dostrzec cud w najprostszych rzeczach”. W Robocie i motylku mamy szansę to zobaczyć.

MULTIMEDIA

odtwórz Trailer spektaklu "Robot i Motylek"
Trailer spektaklu "Robot i Motylek"

HISTORIA

Udział w festiwalach, przeglądach, nagrody

ROZWIŃ

2015 r. 3. edycja Międzynarodowych Dni Teatru Lalek i Spektakli dla Rodzin VIRVAR 2015 w Koszycach (Słowacja)

2015 r. I Wakacyjny Festiwal Sztuki dla Dzieci Hurra! Art!w Kielcach

2015 r. XIX Olsztyński Tydzień Teatrów Lalkowych ANIMA 2015 

2016 r. 4.edycja Przeglądu Nowego Teatru dla Dzieci we Wrocławiu

Ważne: Strona wykorzystuje pliki cookies.

W ramach naszej witryny stosujemy pliki cookies w celu świadczenia Państwu usług na najwyższym poziomie, w tym w sposób dostosowany do indywidualnych potrzeb. Korzystanie z witryny bez zmiany ustawień dotyczących cookies oznacza, że będą one zamieszczane w Państwa urządzeniu końcowym. Możecie Państwo dokonać w każdym czasie zmiany ustawień dotyczących cookies. Więcej szczegółów na stronie.

Do góry btl kształt